Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2012

:*

Tyle chciałoby się napisać o tych czterech latach w jednej małej notce. Niestety mi zabraknie w końcu elektronicznej kartki a wam chęci czytania.
Zwracając się do najważniejszej osoby w moim życiu napiszę, tylko tyle: kocham Cię, ubóstwiam i uwielbiam. Jesteś moim powietrzem, słońcem w pochmurny dzień. Cieszę się, że mam Ciebie, że mam Twoją przyjaźń. Że jesteś mi podporą, dajesz swe ramię w trudnych chwilach. Że się do mnie słodko uśmiechasz, patrzysz na mnie z uwielbieniem. Że wierzysz we mnie. Tulisz do siebie. Wiesz, kiedy trzeba po prostu być. Umiesz się ze mną porozumiewać bez słów. I wreszcie: dziękuję Ci, że jesteś. Tak po prostu. Zwyczajnie obok mnie. I że chcesz być.
I powiem Ci to i jeszcze więcej prosto w Twoje cudowne oczy jeszcze nie raz. I Ty o tym wiesz :* 

Konstanty Ildefons Gałczyński
Rozmowa liryczna 

 - Powiedz mi jak mnie kochasz.
 - Powiem.
 - Więc?
 - Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
 Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
 W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
 W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
 I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
 I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
 nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
 W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
 I na końcu ulicy. I na początku.
 I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
 W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
 W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
 Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
 I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
 - A latem jak mnie kochasz?
 - Jak treść lata.
 - A jesienią, gdy chmurki i humorki?
 - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
 - A gdy zima posrebrzy ramy okien?
 - Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
 Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
 A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.

sobota, 23 czerwca 2012

Polka jestem.

Kiedy byłam małą dziewczynką z całą moją naiwnością i ufnością do wszystkiego świat wydawał mi się bardziej kolorowy. Działo się tak, dlatego, że nie rozumiałam wielu rzeczy. Teraz też wielu nie rozumiem ale bardziej z punktu egzystencjalnego niż braku informacji. 

I wiecie, oglądając filmy historyczne, czytając takie książki czy po prostu przebywając na lekcjach historii myślałam sobie zawsze jak nasz kraj był kiedyś potężny. Ale przestał. Dobra passa się skończyła. Jedni zdradzili drugich i Polacy zaczęli zwalać winę swych niepowodzeń na innych. A to wina komunistów, a to wina Niemców, a to wina Żydów. NIKT z nas nie przyzna się „tak to moja wina, ja zawiniłem/zawiniłam” tylko zwali winę na innych bo tak jest prościej.

Nie jestem za żadną partią polityczną i nigdy nie byłam. Uważam, że ich postulaty są takie same i nawet jak bardzo by mnie przekonywali i korcili ja i tak im nie uwierzę. Na obietnicach zawsze się kończy. Dlaczego podatek VAT się podnosi, wiek emerytalny też, pracy nie ma, polikwidowane zostały państwowe szkoły zawodowe, gdzie wszyscy idą do liceum bądź technikum (obniża się renoma szkół średnich) , nie zdają matury (co za tym idzie obniża się także jakość arukszy maturalnych i renoma samego egzaminu), a jak ją zdadzą to bardzo słabo. Później idą na studia (gdzie uczelnie prześcigają się w wymyślaniu co nowszych kierunków ze złudną przyszłością), gdzie z marnymi ocenami prześlizgują się z semestru na semestr, bronią dyplom i wyjeżdżają za granicę za chlebem bo ich własne państwo nie jest w stanie dać im pracy.

Szczerze mówiąc boję się tu mieszkać. Boję się wychowywać w przyszłości swoje dzieci. I ja jako 20 letni obywatel tego kraju płaczę nad nami wszystkimi. Bo sami do tego doprowadziliśmy naszymi błędnymi wyborami. Bo każdy wybór trzeba przemyśleć, skonsultować. Nie działać impulsywnie. My tacy nie jesteśmy. Nas pali wieczna gorączka posiadania. Bo sąsiad za płotem ma nowy samochód to ja też musze choć mnie nie stać itd.  Zastanówmy się. Nad sobą. Nad nami. Nad tym. Szczególnie zwracam się do młodych ludzi: możemy wiele zmienić. Naprawdę. Tylko musimy znaleźć w sobie tą siłę. Jeszcze może być lepiej, tylko trzeba do tego dążyć.

Do myślenia powinny nam wszystkim dać słowa Kochanowskiego, które umieścił w Pieśni o spustoszeniu Podola:

Wieczna sromota i nienagrodzona
Szkoda, Polaku! Ziemia spustoszona
Podolska leży, a pohaniec sprosny,
Nad Niestrem siedząc, dzieli łup żałosny!

Niewierny Turczyn psy zapuścił swoje,
Którzy zagnali piękne łanie twoje
Z dziećmi pospołu, a nie masz nadzieje,
By kiedy miały nawiedzić swe knieje.

Jedny za Dunaj Turkom zaprzedano,
Drugie do hordy dalekiej zagnano;
Córy szlacheckie (żal się mocny Boże!)
Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże.

Zbójce, niestety, zbójce nas wojują,
Którzy ani miast, ani wsi budują,
Pod kotarzami tylko w polach siedzą,
A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą.

Tak odbieżałe stado więc drapają
Rozbojce wilcy, gdy po woli mają,
Że ani pasterz nad owcami chodzi,
Ani ostrożnych psów za sobą wodzi.

Jakiego serca Turkowi dodamy,
Jesli tak lekkim ludziom nie zdołamy?
Ledwieć nam i tak króla nie podawa;
Kto sie przypatrzy, mała nie dostawa.

Zetrzy sen z oczu, a czuj w czas o sobie,
Cny Lachu! Kto wie, jemu czyli tobie
Szczęście chce służyć? A dokąd wyroku
Mars nie uczyni, nie ustępuj kroku!

A teraz k temu obróć myśli swoje,
Jakobyć szkody nieprzyjaciel twoje
Krwią swą nagrodził i omył tę zmazę,
Którą dziś niesiesz prze swej ziemie skazę.

Wsiadamy? Czy nas półmiski trzymają?
Biedne półmiski, czego te czekają?
To pan, i jadać na śrebrze godniejszy,
Komu żelazny Mars będzie chętniejszy.

Skujmy talerze na talery, skujmy,
A żołnierzowi pieniądze gotujmy!
Inszy to darmo po drogach miotali,
A my nie damy, bychmy w cale trwali?

Dajmy; a naprzód dajmy! Sami siebie
Ku gwałtowniejszej chowajmy potrzebie.
Tarczej niż piersi pierwej nastawiają,
Pozno puklerza przebici macają.

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
Wiersz może stary, zawierający archaizmy. Ale jaki ponadczasowy.
I wiecie jeszcze jedna sprawa:
Bardzo spodobała mi się postawa nowo wybranego prezydenta Francji, Francoisa Hollandego, który jeszcze dobrze nie przeniósł gratów do Pałacu Elizejskiego a już obniżył diety sobie, radzie ministrów i posłom. Obniżył także wiek emerytalny, gdzie w innych państwach Unii jest podwyższany. Można? Można.

wtorek, 19 czerwca 2012

Pare slow od BabyJaggi

Zakładając ten blog dwa lata temu (na początku go zaniedbałam, ale od stycznia 2012 często coś publikuję) pomyślałam, że będę wrzucała na niego różne swoje przemyślenia i spostrzeżenia. Główne moje założenia się nie zmieniły. Od początku realizuję plan bloga wielotematycznego, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. 

Jednak, aby upłynnić sobie tę stałą liczbę czytających postanowiłam, że oprócz występów gościnnych, przepisów kulinarnych, (których notabene jest żeby nie skłamać na razie chyba ze dwa, ale SĄ!), wielu przemyśleń na różne tematy, recenzji przeczytanych prze ze mnie książek, co jakiś czas będę wrzucać oceny kosmetyków, które pozwalają nam zadbać o nasze ciała i wyglądać atrakcyjnie. 

Oczywiście moje spostrzeżenia nie będą na taką skalę, na którą działa Magda i inne (śmiało mogę powiedzieć) blogerki, ale jedna opinia w tę czy w tamtą się przyda, prawda? Od razu uspokajam poniektórych, że jako na modzie się nie znam i nie wiem, co jest w tym momencie TOP brać za modę się nie będę. Noo chyba, że nabiorę wymaganego doświadczenia, (w co wątpię, bo lubię ubrać się przede wszystkim wygodnie niż ładnie) w tej dziedzinie i wymarzonej sylwetki, (w co wątpię również znając moje zamiłowanie do chrupania przeróżnych pysznych rzeczy). No nie ważne. Za modę się nie biorę. Podkreślam. No może będą małe wyjąteczki (momenty, w których będę się czuć „pijęęłkna” i będę chciała się tym pochwalić wszem i wobec), gdzie pokażę jakiś „outfit” (fak jak to brzmi w moich ustach a na mej klawiaturze tym bardziej xDD) z okazji większego wyjścia na ploteczki czy tam inne wesele. Pojawią się (z czasem) też słodkie koteczki, króliczki i pandy, które rozczulają nawet najtwardsze serca, a także jakieś tam „mięskie” klaty ;)

Kończąc tę notkę pragnę jeszcze raz uspokoić wszystkich, że tzw. sodówa mi nie odbiła, czuję się świetnie, a żar (w końcu) upalnego czerwca mi nie zaszkodził. Peace!

Tak wygląda BabaJagga, czyli głowna pisząca, czyli Ja, jakby komuś nie chciało się zajrzeć do zakładki "o mnie" :D

Ps. Żeby była jasność: ta notka w nikogo nie uderza. Jeśli ktoś poczuł się urażony... przepraszam. Czasem tak bywa, że i mi jest przykro ale tego nie pokazuję, po po co. Więc wszystkim hejterom i wyśmiewaczom (a wiem, że są) stanowczo dziękuję za wszystkie niemiłe komentarze na mój temat. Za te powiedziane głośno i cicho, a nawet za te, które nie zostały jeszcze wypowiedziane. Z resztą, nie musicie nic mówić. Ja też was nie lubię :]

czwartek, 14 czerwca 2012

***

Głupota i nie oszukujmy się brak dużego zainteresowania braćmi mniejszymi prowadzi do smutku. Szkoda, że czasu nie można cofnąć. Oh tak bardzo bym chciała zrobić dwa tygodnie w tył. I ją uratować. Zostały mi zjdęcia i przejmujący smutek. A łez nie da się opanować. Kiedy pomyślę, już nie wskoczy mi na kolana, nie otrze się o nogi jest mi źle. Dziś ją nawet zaczęłam wołać, ale kiedy przypomniałam sobie, że już jej niema wybuchłam płaczem. Dlaczego tak późno, zbyt późno zauważyłam jej chorobę?! Nic już nie będzie takie samo. I nie wyolbrzymiam. Moje serce cierpi. I to wszystko moja wina. Każde miejsce w domu mi ją przypomina. Momentami wydaje mi się, że słyszę jej mruczenie. Leo why? :((

Wolność

Kiedyś pisałam sobie takie hmm niby coś w rodzaju opowiadań, wyobrażeń. Nie wiem jak to określić. Nie mniej jednak znalazłam te teksty na dysku komputera. Nie jest ich za wiele, ale prezentują sobą... no właśnie, co prezentują? Chciałabym się nimi z Wami podzielić i poznać Wasze zdanie. Dziś pokażę Wam tekst o wolności, której tak bardzo czasem nam brakuje w codziennym życiu. Otwórzcie oczy wyobraźni gdy będziecie czytać.Wtedy, wydaje mi się, w pełni "odczujecie" ten tekst. Oprócz tego zapraszam Was na TeenBar.pl gdzie znajdziecie moje klik oraz inne ciekawe artykuły.


Czasami chcesz zniknąć. Poderwać skrzydła do lotu niczym ptak. Odlecieć. Ale czujesz, że Cię coś przytrzymuje na ziemi. Brak opierzonych skrzydeł? A może lęk przed wysokością? Albo obawa przed drapieżnikami czyhającymi na Twój jeden zły, nieporadny ruch. Boisz się. Usiłujesz pokonać w sobie lęk. Stajesz na krawędzi gniazda, wahasz się i cofasz. Potem znów. Niezdecydowanie patrzysz w dół. Zastanawiasz się czy spadniesz, czy ulecisz w górę. Myślisz, życie ma się tylko jedno, więc dlaczego mam je od razu stracić? Czas mija…. Wsłuchujesz się w ciszę. Trzeźwo myślisz wdychając rześkie powietrze i decydujesz się. Stajesz na krawędzi i rzucasz się w dół. Pikujesz spadając do ziemi, ale zaraz przy jej powierzchni podrywasz się w górę. „Udało się!” – Krzyczysz. W twoich żyłach płynie ekstaza radości. „Ja żyję!” Chcesz by cały świat Cię słyszał. Lecisz nad polami z dojrzewającymi kłosami żyta i pszenicy, a twój cień podąża w dole za tobą. „Jestem wolny” – wzdychasz. Jak pięknie jest być wolnym! Mijasz łąki i pastwiska gdzie pasą się owce, bydło i spłoszone konie, które jakiś czas gonią twój cień. Mijasz pasterzy grających na trzcinowych fujarkach i drewnianych flecikach, radosną, słodką melodię pełną uśmiechu i szczęścia. Wolności. Chcesz krzyczeć razem z ta niebiańską nutą szemrzących strumyków, nimf i driad granych przez proste instrumenty. Mijasz lasy. Ciemny zielony bór i zapach żywicy kontrastuje z błękitem słonecznego nieba. Mijasz wrzosowisko z daleka widzisz jak jedzie brukowaną drogą niknącą wśród roślin czarny hebanowy powóz śpieszący gdzieś przed siebie. Zastanawiasz się gdzie jedzie. „A może mała wycieczka?” – Kusi sumienie. Przysiadasz na lekko spiczastym dachu i składasz skrzydła. Wcale nie czujesz zmęczenia. Czujesz się jak nowo narodzony. Jest ci tak błogo. Miarowy stukot końskich kopyt o bruk przerywa ciszę i wprawia cię w drzemkę a potem w mocny, zdrowy sen.

Zmiany

Jak pewnie zauważyliście na blogu pojawiły się pewne zmiany. Eksperymentowałam wczoraj trochę ze zmianą szablonu jednak nie byłam zadowolona, zostawiłam więc stary i zrobiłam tak zwaną "kosmetykę". Mianowicie zmieniłam czcionkę (mam nadzieję, że jest w miarę czytelna) oraz umieściłam etykiety (kategorie) u góry pod stronami. Wydaje mi się to wygodniejsze i schludniejsze, bo gdy etykiety były po prawej stronie to się brzydko "poszerzały" :D

Cóż. Zmiany na blogu ale także trochę w życiu. Boleję bowiem nad stratą Leo. Naprawdę dużo dla mnie znaczyła. Wielu powie "kurde to tylko kot, sierściuch zwykły" dla mnie to był członek rodziny. I to taki który potrafił mnie wysłuchać i mnie rozumiał.Pewne przyzwyczajenia będę musiała zmienić. Łatwo nie będzie.

środa, 13 czerwca 2012

:(

Po nierównej walce odeszła od nas kochana, puchata Leo.
Mówiąc szczerze będzie mi brakować jej ciepła na mych kolanach, zaglądania mi do talerza, czy ścigania się po podwórku.







Tląca się iskierka w jej oczach zgasła na zawsze o trzeciej w nocy.
Płaczę. Wyję. To takie niesprawiedliwe.

Ciągle słyszę jej mruczenie. Czekam aż się zacznie o mnie łasić, wdrapie na kolana, wtuli ze mnie. Ale to tylko moja wyobraźnia. Jej już nie ma.

środa, 23 maja 2012

Wczoraj, poznym wieczorem

Dziś o białym puchu kilka słów.


Po raz pierwszy w swym kocim życiu Leo odważyła się usiąść bez strachu na moim parapecie. Jest wieczór, więc panuje cisza przetykana odgłosami silników przejeżdżających samochodów oraz szczekającego w oddali psa.

                Leo jest z nami od dokładnie 25 listopada 2011. Mimo tak krótkiego, a zarazem długiego w jej kocim życiu czasu zdążyła wchłonąć w nasz dom i rodzinę.

                Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym ją znalazłam na samym środku ulicy, brudną i wystraszoną. Myślałam, że ma połamane łapki, ale kiedy wzięłam ją ostrożnie na ręce ona automatycznie się w nie wtuliła i zaczęła głośno mruczeć. Pomyślałam wtedy, że skoro ją uratowałam od zabójczych kół samochodów nie mogę jej tak po prostu zostawić. Zaniosłam ją, więc do babcinej stodoły i obiecałam sobie i jej, że po nią wrócę za kilka godzin. Czekała. I to w tym samym miejscu, którym ją zostawiłam. Pamiętam też, że do domu wracałam z sercem na ramieniu. Bałam się tego jak rodzice zareagują na nowego lokatora. Moje obawy na szczęście były bezpodstawne, bo Leo od pierwszego spojrzenia swymi zielonymi oczyma podbiła serca wszystkich domowników. Mama nawet nazwała ją pieszczotliwie „kostropyrzem” od futerka sterczącego na wszystkie strony.

Można powiedzieć, że wybrałyśmy się wzajemnie. To mi najbardziej ufa, do mnie garnie się i kokosi na kolanach. Wybiega mi zawsze na powitanie, łasi się do mnie do momentu, kiedy wezmę ją na ręce i przytulę. Jest wesoła. Lubi się bawić i brykać po podwórku, łapać motyle, ścigać się na schodach i grać, w „kto pierwszy przy drzwiach”. Kiedy się we mnie wtula zaczyna mruczeć jak stary silnik ciągnika rolniczego. Gdy do niej mówię patrzy na mnie ze zrozumieniem, ironią czy ciekawością. Uśmiecha się, kiedy drapię ją pod brodą lub za uchem. Piotr śmieje się, że zyskałam dwa zwierzęta w jednym, bo Leo chodzi za mną krok w krok jak pies. To wyjątkowy kot, odmienny swoją odmiennością. Kipi z niej energia i poniekąd trochę szaleństwa, a jej miny i zachowania rozczulają nawet najtwardsze serca. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że wszystkie koty nie przywiązują się do ludzi. Nie przypadku Leo. Ona od początku naszej znajomości jest mi wdzięczna za to, że zabrałam ją z sobą i okazuje mi to.

                Gdy tak siedzi w otwartym oknie zastanawiam się, o czym myśli, na co patrzy swoimi bystrymi oczami. Wydaje mi się taka majestatyczna, wyprostowana wygląda całkowicie jak porcelanowa figurka. Po chwili jednak jakby wyrwana z zamyślenia zeskakuje z parapetu wprost na moje kolana a jej biały puch jest wszędzie.

poniedziałek, 21 maja 2012

Wygrzebane z blaszanego pudełka


Czasami leżąc w ciemności do głowy przychodzą różne rzeczy… Myślisz ciągle o czymś, a tak naprawdę nie wiesz, o czym. Krążą po głowie… niby nitki, kłębki, strzępy. Nie wiesz czy to dobrze czy źle. Chcesz zasnąć, ale nie możesz, bo nie dają Ci spać.


Życie jest takie niepoukładane. Dziwne. Szare a zarazem kolorowe. Mimo, że planujesz swoje dni nie wiesz tak naprawdę, czego możesz się spodziewać po wstającym słońcu. To tak jakbyś szedł ciemną ulicą bez oświetlenia. Nie spodziewasz się niczego, podziwiasz niebo i nagle zza rogu wyskoczyłoby COŚ niespodziewanego. To się nazywa niespodziankami od losu. Właściwie to nawet nie musi być ciemno, może być jasny i piękny dzień. A ty delektując się nim nie zauważasz jak spada na ciebie fortepian zmartwień grający na twych nerwach, uczuciach i tkwiący w głowie niczym wielki nierozwiązalny supeł. Chwila nieuwagi i potykasz się o wystającą płytkę chodnikową. A fala przechodniów nie pozwala Ci wstać, mija Cię obojętnie. Jesteś a tak naprawdę Cię nie ma. Jedna jednostka to znaczy tak wiele a zarazem nic.


I właśnie takie myśli egzystencjalne kołaczą w głowie człowieka leżącego samotnie w nocy. W środku nocy. Ale przynajmniej ten człowiek może się podziwiać nocny trel ptaków i zastanawiać, czym Jutro go zaskoczy.
_________________________________________________________


W ramach takiej pięknej pogody dorzucam Piosenkę Goombay Dance Band - Sun Of Jamaica :)









Ps. W najbliższych dniach pojawi się recenzja Nocy w Rodanthe Nicholasa Sparksa. :)



wtorek, 24 kwietnia 2012

:3


Miałam napisać kilka słów o sensie przyjaźni i znajomości, ale stwierdziłam, że urażę tym zbyt wielu ludzi, którzy nie zrozumieją do końca tego, co chciałabym przekazać. Poza tym stwierdzą, że się ich czepiam a moje słowa wyrażone w sposób ogólny są skierowane do nich. Więc sobie odpuszczę. Żyjcie więc w nieświadomości ]:->

****

Kiedy kobieta z kompleksami osiąga pełnię szczęścia?
  1. Kiedy inni (starsi wiekiem) zaczynają liczyć się z jej zdaniem.
  2. Kiedy inni (starsi wiekiem i doświadczeniem, dla których było się zawsze głowniarzem)zaczynają zauważać Twoją dużą wiedzę w jakimś temacie.
  3. Kiedy już zauważą tę wiedzę to ją także doceniają.
  4. Chwalą za piękny wygląd.
  5. Prawią komplementy nie dla tego, że wypada tylko myślą tak naprawdę.
  6. Kiedy inni (starsi bla, bla, bla) stosują się do Twoich rad.

Nie wiesz ile to potrwa, dlatego chwilo trwaj!


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Regionalizm


W sumie od niedawna zaczęto promować nasze polskie motywy ludowe. Nie wiem czy to dzięki nadchodzącemu Euro, czy naszemu przewodnictwu w UE, czy popularnemu programowi telewizyjnemu „Kocham Cię Polsko”. Nie ważne kto za tym stoi. Ważne jest to, że to co polskie jest promowane. W KOŃCU.
 Wzory wycinanek kurpiowskich, czy łowickich pojawiają się dosłownie wszędzie: na torbach, koszulkach, kubkach itd. Powiem wam, że mamy naprawdę czym się pochwalić i co promować. Bo to są rzeczy niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Istnieją nawet strony internetowe gdzie można znaleźć różne ciekawe artykuły z nadrukami folkowych wycinanek. Sama nabyłam sobie ekotorbę i to na pewno nie będzie mój jedyny „ludowy” zakup. Doceniajmy to co mamy, to co jest naszym znakiem rozpoznawczym w świecie. Meksykanie mają poncho, tequilę, sombrera i marakasy, Niemcy – bawarki, piwo i jodłowanie, Francuzi – Wierze Eiffla, wino i bagietki, Włosi – pizzę, makaron i gondole w Wenecji.  A my? My mamy krakowiaka, polkę, chodzonego, piękne stroje ludowe, pająki ze słomy i bibuły, miody pitne, mamy charakterystyczny dźwięk skrzypek górali i ich piękne głosy, mamy działający od wielu pokoleń zespół Mazowsze... mamy tyle, TYLE dobra i nie doceniamy go. A szkoda, bo warto. 






środa, 18 kwietnia 2012

Wielkie sito myśli nocą.


Jak już ostatnio wspominałam często napadają mnie pewnego rodzaju wynurzenia natury filozoficznej. Najczęściej zdarza mi się to nocą. Nie wiem czemu. Ale chyba dlatego, że leżąc w łóżku podsumowuję cały przebyty dzień.

Czasami wydaje mi się, że chyba przesadzam. Nie wiem jak wy, ale mi się czasami wydaje, że żyję w jakimś pieprzonym „Truman Show”. Ja, jako Truman Burbank. Dziwne to jest i w ogóle nie czuję się z tym komfortowo.  Mam wrażenie, że ktoś mnie dyskretnie pilnuje. I nie wiem czy ten ktoś jest dobry czy zły, naprawdę istnieje czy jest tylko złudzeniem. To głupie. Ale od kilku miesięcy czuję niepokój. Czytający pewnie się zaśmieją „matko ona jest chora” - nie wykluczam, że wszystko ze mną nie jest dobrze. Ale psychicznie czuję się świetnie. Szkoda tylko, że teraz mam częstsze bóle głowy. Mniejsza z tym. Często zaśmiewamy się z Piotrkiem, że jeśli ktoś nas podsłuchuje podczas naszych rozmów telefonicznych to musi się turlać ze śmiechu i biorąc nasze poczuje humoru stwierdziłby, że obydwoje jesteśmy zdrowo stuknięci. Czy wierzę, że coś takiego jest możliwe? Nie wiem. Mam zbyt bujną wyobraźnię pozwalającą mi dryfować, pływać, nurkować i zanurzać się w niej. To tak jak z wodą w basenie, tylko dołącza do tego przemieszanie barw, dźwięków, zapachów i odczuć. Dlatego czasami mam problem. Problem z klasyfikacją czy coś jest realne, prawdziwe i namacalne czy jest tylko wytworem mojego surrealistycznego postrzegania świata. Czasami (muszę się przyznać) biorę niektóre osoby za nierealne, wymyślone prze ze mnie. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy mam z tymi osobami nietypowy kontakt albo o istnieniu, których mało, kto wie. Każdy ktoś takiego zna. Tak myślę.

Wiecie, lubię czasem wyswobodzić swoje myśli na papier czy coś. Robię to zazwyczaj w nocy (przyczyny i okoliczności podałam wyżej). Śpię wtedy spokojnie. Może kiedyś jak już ktoś zacznie rozumieć to, co do niego mówię przekażę je dalej.  Na chwilę obecną większość zatrzymuję dla siebie i przechowuję w metalowym pudełku.

Ostatnio bardzo bliskie są mi książki Pilipiuka (co Ty wygadujesz, przecież książki są Ci bliskie od dzieciństwa, kochasz czytać, puszczać wodze fantazji czytając a jeśli chodzi, o Pilipuka to nie trzeba wspominać, że połknęłaś już chyba wszystkie jego publikacje). Ale jest pewne ALE. Chodzi o to, że kiedy przeczytałam a raczej pożarłam w całości i nie zostawiłam żadnego okruszka „Norweski dziennik” (części trzy) tegoż autora stwierdziłam, że owa książka to majstersztyk, od którego bije blask ambicji rażący me oczy i serce. Akcja, temat, bohater i zawiłości mu towarzyszące, poszukiwanie własnego ja… Jest mi to bliskie. Może nie całkiem, ale jednak bliskie. Książka pokazująca, że każde drugie dno ma drugie dno itd. 

I wiecie, doszłam do tego, dlaczego uciekam w swój wyobrażony świat, dlaczego gadam sama do siebie, dlaczego potrafię dniami nie wyłazić z pokoju i nie odzywać się do nikogo (trudno w to uwierzyć, ale mi się zdarza). Po prostu boję się tego, że to wszystko mnie otaczające rozwija się, pojawia się i znika ZA SZYBKO, że ja nie nadążę, nie zrozumiem.

To wszystko.



wtorek, 17 kwietnia 2012

Ból głowy


Kolejne obiecywanie sobie systematyczności pisania zostało spalone na panewce. Za to od czasu do czasu nachodzą mnie dziwne, pokrętne i niepozwalające się zapamiętać myśli. A myślom owym towarzyszy nie rzadko ból głowy. A ból głowy to mimo wszystko częsty motywator do głębszych rozmyślań. Przynajmniej w moim przypadku. Dlaczego trawa jest zielona i czemu nazywa się ona trawą a nie w jakiś inny sposób? 
NIE WIEM – to bardzo dobre stwierdzenie balansujące na granicy pomiędzy TAK a NIE. Dlaczego? NIE WIEM powinno MOTYWOWAĆ do dowiedzenia się, po dążenia do poznania. Ale często tak nie jest. I to mnie smuci, przygnębia i nurtuje. Często wydaje mi się, że mijam się z obranym kierunkiem, celem, prawdą. Tracę w coś wiarę i zaczynam wierzyć w coś całkiem innego. Tworzę nowe, niszczę stare. 

To wszystko nie ma sensu. I dziwne jest.
Czuję jak mózg mi pulsuje.




poniedziałek, 6 lutego 2012

Kolejny, rodzący się absurd i skandal...




Jestem wstrząśnięta decyzjami ministerstwa nie tylko zdrowia, ale oświaty. Zamiast zlikwidować gimnazja to pogłębiają szkoły średnie. Już za chwilę nasze społeczeństwo nie tylko przestanie umieć liczyć, a także czytać. Ludzie stracą wrażliwość (o ile już nie stracili) poza tym 15 letni człowiek nie jest w stanie zadecydować o tym, co się będzie z nim działo w przyszłości, bo ludzie, z którymi się styka, środowisko w którym jest działa na takiego zmiennie. Poza tym sama na własnym przykładzie wiem, że w wieku 15 lat człowiek inaczej myśli, planuje. Nie może decydować o sobie w takim stopniu bo w tym wieku zaczyna dojrzewać, dopiero wtedy uczy się brać całkowitą odpowiedzialność za swoje decyzje - wtedy jest prawie, że u progu dorosłości, zaczyna więcej o sobie decydować, rodzice mają nad nim mniejszą przewagę niż gdyby miał 10 lat.  Jak widać, nasi politycy chcą z nas i naszych dzieci zrobić idiotów.

 A co do samych liceów: były kiedyś licea profilowane i nie zdały rezultatu. Ostatni rocznik, który do takich chodził to był rocznik 1990. Wiem, bo moja siostra do takowego uczęszczała - profil administracyjny a jest magistrem fizjoterapii i szczerze lepiej jej ta fizjoterapia wyszła nic liceum profilowane.

Już mnie nie dziwi fakt „zmieniania kraju”. Jak tak dalej pójdzie to społeczeństwo polskie będzie przypominało społeczeństwo z Chin czy Korei, z tą różnicą, że kraj będzie uwiązany i uzależniony od USA i Unii (o ile już się taki nie stał) a sam ustrój zaistnieje tylko i wyłącznie z głupoty wyborców.

Jedna znajoma powiedziała mi ponad rok temu, kiedy przygotowywałam się do matury: „chcą zrobić z Polski kraj na miarę europejską, światową. Ale zamiast wprowadzać programy powoli, żeby najpierw wyszkolić kadry, co trwa kilka lat to oni chcą już, teraz, zaraz i wychodzi jedno wielkie pobojowisko i chlew”. Racje miała całkowitą. Właściwie ma ją nadal. A jej słowa są dalej aktualne, (mimo, że powiedziane ponad rok temu).


Ps. Jak się w końcu zbierze z notatką to gościnnie wystąpi Eldim ;)
Ps 2. JUTRO PRZEPIS NA MUFFINY! ;D

niedziela, 5 lutego 2012

Tym ostatnio żyje Polska

Ostatnio wiele kontrowersji sprawia sprawa zaginięcia/zabójstwa małej Magdy. Po necie krąży wywiad z detektywem Rutkowskim i komisarzem Sokołowskim prowadzonym przez dziennikarkę TVN.



Dziwi mnie że sobie nie dali po gębach. Z drugiej strony Rutkowski nie powinien wydawać matki Magdy na ostracyzm społeczny, a prezenterka nie powinna być dla niego niegrzeczna. Widać od początku nagrania, że nie darzy go sympatią, ale jako gospodarz programu nie powinna unosić się emocjami. A sam program nie powinien być taki subiektywny "policja i matka Magdy ok, Rutkowski be". Zauważcie, że ta "akcja" dała Rutkowskiemu możliwość powrotu "z pompą". Żadna z występujących w nagraniu stron nie ma w 100% racji ale rozmowa którą ogląda kilka milionów polaków powinna być kulturalna a tymczasem rozmówców aż trzęsło żeby się nie pobić, z panią prezenter na czele.

Poza tym co Wy zrobilibyście na miejscu matki Magdy? Nie to, że jej bronię. Ale wydaje mi się, że gdybyście nieświadomie doprowadzili do śmierci własnego dziecka to raczej nie chwalilibyście się tym na prawo i lewo tylko próbowali się jakoś z tym kryć.

A polskie media zaczynają popisywać się nieprofesjonalizmem. Takie jest moje zdanie. A co do samej sytuacji mam mieszane uczucia.

wtorek, 31 stycznia 2012

„Bez Ciebie dzisiejsze wzruszenia byłby tylko martwym naskórkiem dawnych uniesień”


           W nocy, gdy nie mogłam zasnąć przeanalizowałam (tak… znów) swoje życie. To, że sesja tak szybko nadeszła, że schudłam a później zgrubłam, że nie wiadomo, kiedy urosły mi włosy, że Leon jest jakby z nami od zawsze, że mróz na dworze nie chce zmaleć, że mi się nie chce wstawać z łóżka, że wiem w końcu, na czym stoję, że profesor od staropolski jest straszniejszy od samego lucyfera i że poznałam na studiach wspaniałych ludzi, z którymi rozmowa jest całkiem inna niż ludźmi, z którymi miałam wcześniej do czynienia. 

Muszę wam coś wyznać ;)




Niee to nic strasznego. Zakochałam się na nowo ;) W kim? Piotrka kocham dalej. Mniej niż jutro, mocniej niż wczoraj. Zakochałam się na nowo w filmie „Amelia”. Ścieżka dźwiękowa od tygodnia płynie z mych głośników. A ja wyobrażam sobie, że pląsam bosa po łące z moim ukochanym mężczyzną. To głupie wiem, nie powinnam była się wam do tego przyznawać. Ale mój zachwyt nad tym obrazem filmowym nie ustaje. Mała Amelia jedząca maliny, robiąca zdjęcia, robiąca na złość sąsiadowi. Dorosła Amelia uszczęśliwiająca właściciela puszki, robiąca w konia kolekcjonera nieudanych zdjęć. Mimo wielu różnic poczułam więź ;).

Tej nocy śnił mi się ktoś. Ktoś, kto był i skończył swoje życie. Pojawienie się tej osoby w moim śnie nie było przypadkowe. Uważam to za znak ostrzegawczy: „Uważaj! Przemyśl swoje decyzje, przemyśl swoje postępowanie, przemyśl…. No właśnie, co? Co mam przemyśleć? A czerwona lampka dalej świeci. Myślę nad tym wszystkim dalej.

A Leon to najprędzej Leonica ;O

Ps. Miałam regularnie dodawać posty, a mój ostatni wpis tutaj był pół roku temu ;|
Ps.2 Chodzi mi po głowie: tak brzmią marzenia!
Ps.3 Tak wygląda Leon(ica) ;)




Co myślicie na temat snów?
Uważacie je za prorocze?
Spełniły się wam kiedyś?
Czy waszym zdaniem zmarli ostrzegają? 
Co sądzicie o filmie "Amelia"?
Czy wy też analizujecie swoje życie?

 Zapraszam serdecznie do odpowiedzi na moje pytania w komentarzach oraz wzięcia udziału w sondzie! :)