Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codzienność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Codzienność. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 czerwca 2012

:*

Tyle chciałoby się napisać o tych czterech latach w jednej małej notce. Niestety mi zabraknie w końcu elektronicznej kartki a wam chęci czytania.
Zwracając się do najważniejszej osoby w moim życiu napiszę, tylko tyle: kocham Cię, ubóstwiam i uwielbiam. Jesteś moim powietrzem, słońcem w pochmurny dzień. Cieszę się, że mam Ciebie, że mam Twoją przyjaźń. Że jesteś mi podporą, dajesz swe ramię w trudnych chwilach. Że się do mnie słodko uśmiechasz, patrzysz na mnie z uwielbieniem. Że wierzysz we mnie. Tulisz do siebie. Wiesz, kiedy trzeba po prostu być. Umiesz się ze mną porozumiewać bez słów. I wreszcie: dziękuję Ci, że jesteś. Tak po prostu. Zwyczajnie obok mnie. I że chcesz być.
I powiem Ci to i jeszcze więcej prosto w Twoje cudowne oczy jeszcze nie raz. I Ty o tym wiesz :* 

Konstanty Ildefons Gałczyński
Rozmowa liryczna 

 - Powiedz mi jak mnie kochasz.
 - Powiem.
 - Więc?
 - Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec.
 Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
 W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
 W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
 I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
 I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
 nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
 W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
 I na końcu ulicy. I na początku.
 I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
 W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
 W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
 Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
 I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
 - A latem jak mnie kochasz?
 - Jak treść lata.
 - A jesienią, gdy chmurki i humorki?
 - Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
 - A gdy zima posrebrzy ramy okien?
 - Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
 Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
 A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.

czwartek, 21 czerwca 2012

Stosik


Jako że wakacje za progiem poszłam dziś do biblioteki i wymieniłam swój wypożyczeniowy asortyment. Znalazłam kilka moim zdaniem dobrych książek. W stosiku znajdują się:
1. Tomek na wojennej ścieżce – A. Szklarski (nie mogę i nie mogłam sobie odpuścić. Te książki -WCIĄGAJĄ!!)
2. Sobowtór profesora Rawy – A. Szklarski
3. Czarna bandera – J. Komuda
4. O włos od piwa – Eugeniusz Dębski
5. Trzy tygodnie z moim bratem – N. Sparks
6. Zapalniczka – J. Chmielewska






wtorek, 19 czerwca 2012

Pare slow od BabyJaggi

Zakładając ten blog dwa lata temu (na początku go zaniedbałam, ale od stycznia 2012 często coś publikuję) pomyślałam, że będę wrzucała na niego różne swoje przemyślenia i spostrzeżenia. Główne moje założenia się nie zmieniły. Od początku realizuję plan bloga wielotematycznego, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. 

Jednak, aby upłynnić sobie tę stałą liczbę czytających postanowiłam, że oprócz występów gościnnych, przepisów kulinarnych, (których notabene jest żeby nie skłamać na razie chyba ze dwa, ale SĄ!), wielu przemyśleń na różne tematy, recenzji przeczytanych prze ze mnie książek, co jakiś czas będę wrzucać oceny kosmetyków, które pozwalają nam zadbać o nasze ciała i wyglądać atrakcyjnie. 

Oczywiście moje spostrzeżenia nie będą na taką skalę, na którą działa Magda i inne (śmiało mogę powiedzieć) blogerki, ale jedna opinia w tę czy w tamtą się przyda, prawda? Od razu uspokajam poniektórych, że jako na modzie się nie znam i nie wiem, co jest w tym momencie TOP brać za modę się nie będę. Noo chyba, że nabiorę wymaganego doświadczenia, (w co wątpię, bo lubię ubrać się przede wszystkim wygodnie niż ładnie) w tej dziedzinie i wymarzonej sylwetki, (w co wątpię również znając moje zamiłowanie do chrupania przeróżnych pysznych rzeczy). No nie ważne. Za modę się nie biorę. Podkreślam. No może będą małe wyjąteczki (momenty, w których będę się czuć „pijęęłkna” i będę chciała się tym pochwalić wszem i wobec), gdzie pokażę jakiś „outfit” (fak jak to brzmi w moich ustach a na mej klawiaturze tym bardziej xDD) z okazji większego wyjścia na ploteczki czy tam inne wesele. Pojawią się (z czasem) też słodkie koteczki, króliczki i pandy, które rozczulają nawet najtwardsze serca, a także jakieś tam „mięskie” klaty ;)

Kończąc tę notkę pragnę jeszcze raz uspokoić wszystkich, że tzw. sodówa mi nie odbiła, czuję się świetnie, a żar (w końcu) upalnego czerwca mi nie zaszkodził. Peace!

Tak wygląda BabaJagga, czyli głowna pisząca, czyli Ja, jakby komuś nie chciało się zajrzeć do zakładki "o mnie" :D

Ps. Żeby była jasność: ta notka w nikogo nie uderza. Jeśli ktoś poczuł się urażony... przepraszam. Czasem tak bywa, że i mi jest przykro ale tego nie pokazuję, po po co. Więc wszystkim hejterom i wyśmiewaczom (a wiem, że są) stanowczo dziękuję za wszystkie niemiłe komentarze na mój temat. Za te powiedziane głośno i cicho, a nawet za te, które nie zostały jeszcze wypowiedziane. Z resztą, nie musicie nic mówić. Ja też was nie lubię :]

czwartek, 14 czerwca 2012

***

Głupota i nie oszukujmy się brak dużego zainteresowania braćmi mniejszymi prowadzi do smutku. Szkoda, że czasu nie można cofnąć. Oh tak bardzo bym chciała zrobić dwa tygodnie w tył. I ją uratować. Zostały mi zjdęcia i przejmujący smutek. A łez nie da się opanować. Kiedy pomyślę, już nie wskoczy mi na kolana, nie otrze się o nogi jest mi źle. Dziś ją nawet zaczęłam wołać, ale kiedy przypomniałam sobie, że już jej niema wybuchłam płaczem. Dlaczego tak późno, zbyt późno zauważyłam jej chorobę?! Nic już nie będzie takie samo. I nie wyolbrzymiam. Moje serce cierpi. I to wszystko moja wina. Każde miejsce w domu mi ją przypomina. Momentami wydaje mi się, że słyszę jej mruczenie. Leo why? :((

Zmiany

Jak pewnie zauważyliście na blogu pojawiły się pewne zmiany. Eksperymentowałam wczoraj trochę ze zmianą szablonu jednak nie byłam zadowolona, zostawiłam więc stary i zrobiłam tak zwaną "kosmetykę". Mianowicie zmieniłam czcionkę (mam nadzieję, że jest w miarę czytelna) oraz umieściłam etykiety (kategorie) u góry pod stronami. Wydaje mi się to wygodniejsze i schludniejsze, bo gdy etykiety były po prawej stronie to się brzydko "poszerzały" :D

Cóż. Zmiany na blogu ale także trochę w życiu. Boleję bowiem nad stratą Leo. Naprawdę dużo dla mnie znaczyła. Wielu powie "kurde to tylko kot, sierściuch zwykły" dla mnie to był członek rodziny. I to taki który potrafił mnie wysłuchać i mnie rozumiał.Pewne przyzwyczajenia będę musiała zmienić. Łatwo nie będzie.

środa, 13 czerwca 2012

:(

Po nierównej walce odeszła od nas kochana, puchata Leo.
Mówiąc szczerze będzie mi brakować jej ciepła na mych kolanach, zaglądania mi do talerza, czy ścigania się po podwórku.







Tląca się iskierka w jej oczach zgasła na zawsze o trzeciej w nocy.
Płaczę. Wyję. To takie niesprawiedliwe.

Ciągle słyszę jej mruczenie. Czekam aż się zacznie o mnie łasić, wdrapie na kolana, wtuli ze mnie. Ale to tylko moja wyobraźnia. Jej już nie ma.

sobota, 9 czerwca 2012

O przyjazni kilka slow.

Z okazji, że dziś jest międzynarodowy dzień przyjaciela kilka słów na ten temat.

Jako, że do notki o przyjaźni i jej znaczeniu w naszym życiu podchodzę już któryś raz z rzędu i nie mogę złożyć nic w spójną całość napiszę tylko tyle:

Choć moich przyjaciół można policzyć na palcach jednej ręki, a kolegów i koleżanki nie starczyłoby palców cieszę się. A cieszę się, że mimo niewielkiej liczby mam takich przyjaciół, którzy są dla mnie oparciem w złych jak i dobrych chwilach. Cieszę się również, że ogólnie otaczają mnie ludzie, którzy życzą mi dobrze. Mam nadzieję, że z mojej strony otrzymujecie tyle samo albo i więcej tego, czego ja otrzymuję od Was. Naprawdę, dobrze, że jesteście.Szczególnie Anku, z którą łączy mnie wręcz siostrzana miłość. Dziękuję Piotrkowi, że nasz związek opiera się nie tylko na uczuciu miłości i wzajemnym wspieraniu się, ale także na przyjaźni. Nic nie buduje tak dobrze relacji i scala związku jak właśnie przyjaźń. Wielu mówi, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Jest w wielkim błędzie, bo mając takich zwariowanych przyjaciół jak np. Kuba i Ernest wszystko jest możliwe! Dziękuję wam jeszcze raz. Za wszystko.

Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać.



piątek, 8 czerwca 2012

Malarstwo Malczewskiego a "Chimera" Lucjana Rydla

Witajcie. Chciałabym się z wami podzielić moją ostatnią pracą zaliczeniową (pochwalę się - dostałam piątkę). Nie jest ona skierowana głównie do polonistów, ale ogólnie do osób, które w jakiś sposób interesują się malarstwem i chciałyby poznać mój punkt widzenia.



Jacek Malczewski "Autoportret z paletą"
Jacek Malczewski ur. 15 lipca 1854r. w Radomiu, zm. 8 października 1929r. w Krakowie. Malarz polski oraz przedstawiciel symbolizmu przełomu XIX i XX wieku. Spokrewniony m.in. z Jarosławem Iwaszkiewiczem. Malczewski był słuchaczem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie oraz uczniem Jana Matejki. W 1875 wyjechał na studia do Paryża. Jest jednym z założycieli Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”. W latach 1912-1921 rektor krakowskiego ASP. W 1921 został odznaczony Orderem Polonia Restituta IV klasy. Pod koniec życia stracił wzrok. Został pochowany Krypcie Zasłużonych na Skałce.


Lucjan Rydel wg. Wyspiańskiego
Lucjan Rydel ur. 17 maja 1870r. w Krakowie, zm. 8 kwietnia 1918r. w Krakowie/Bronowicach Małych. Poeta i dramatopisarz polski okresu Młodej Polski. Wnuk Józefa Kremera. Pan młody z "Wesela" Wyspiańskiego. W latach 1888-1894 studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, które podjął na życzenie ojca. Po uzyskaniu dyplomu poświęcił się twórczości literackiej. Publikował m.in. w "Gazecie Polskiej". W 1896 uzyskał stypendium przyznane przez Akademię Umiejętności, za które wyjechał do Paryża. Uczęszczał na wykłady w College de France w Sorbonie i Ecole des Beaux Arts, pracował w Bibliotece Polskiej. Po ślubie z Jadwigą Mikołajczykówną osiadł w Bronowicach gdzie zakładał czytelnie, prowadził wykłady oraz organizował przedstawienia. Od września 1915 do sierpnia 1916 był dyrektorem Teatru im. J. Słowackiego w Krakowie. Zmarł w Rydlówce na zapalenie płuc, pochowany został na Cmentarzu Rakowickim.

„Zaraz młodzieńca w prace niebezpieczne wprząga,
Chimerę znieść, strasznego każe dziwoląga,
Który nie był ludzkiego, lecz boskiego rodu:
Z przodu lew, koza w środku, kręty smok od spodu,
A z paszczy ognistymi buchały potoki.”


Cytowany przeze mnie fragment jest wyobrażeniem Chimery przez Homera w Iliadzie. Chimera jest to zwierze mityczne, zazwyczaj przedstawiane z głową, grzywą i łapami lwa, tułowiem kozy i ogonem węża. Niekiedy wyobrażano ją sobie z trzema głowami. Według Hezjoda miły to być głowa lwa, kozy i smoka – lub też lwa-smoka z łbem kozy wyrastającym pośrodku grzbietu. Chimera żyła w górach Azji Mniejszej, została zabita przez Bellerofonta dosiadającego skrzydlatego rumaka – Pegaza. Zionęła ogniem. Poeci starożytnej Gracji podkreślali jej wielką siłę a także niezwykłą szybkość. Symbolizowała również burzę i wiatr oraz wszelkie niebezpieczeństwo na lądzie i morzu.


Malczewski natomiast przedstawił Chimerę bardziej „ludzko” to jest, ukazana przez malarza postać ma głowę i tułów poniżej pasa kobiety, od ud nogi i ogon przypuśćmy z racji pręg tygrysa oraz na większości obrazów skrzydła. Chimerze Malczewskiego zazwyczaj towarzyszy złośliwy uśmiech oraz instrument muzyczny, jakim są skrzypce. Sama Chimera występuje na łąkach obok pastuszków pasących owce i bydło, ale także przedstawiona jest, jako trucicielka przy studni. Z drugiej jednak strony malarz przedstawił tę postać w bardzo różny sposób. Warto zwrócić uwagę na kolor jej skrzydeł, które jak pozwalam sobie stwierdzić odzwierciedlają cały charakter obrazu i przede wszystkim zamiary głównej bohaterki.
Na załączonym obrazie widzimy Chimerę w towarzystwie pastuszka. Chłopiec trzyma w ręce bacik, chimera zaś podaje mu monetę. W tle można zauważyć wypasane zwierzęta, roślinność a także pola i dom w oddali. Można przypuszczać, że chłopiec sprzedaje Chimerze swój bat, ponieważ trzyma go w taki sposób jakby miał go jej podawać. Skrzydła kobiety rzucają się w oczy swoją czerwoną barwą. Jak wiemy kolor czerwony symbolizuje cierpienie, ale również namiętność, miłość. Jednakże może na tym obrazie być akcentem przyciągającym uwagę do postaci.
"Artysta i Chimera"
Kolejne płótno przedstawia zgoła inną sytuację. Nasza bohaterka siedzi na piersi prawdopodobnie nieżyjącego mężczyzny. Zakrywa swą twarz jakby wstydziła się swego występku. Skrzydła są czarne, złożone w geście rezygnacji. Na obrazie dominuje ciemna kolorystyka, barwy ziemi.
"Pastuszek i Chimera"
Ten obraz natomiast ukazuje całkiem inną kolorystykę. Barwy użyte przez malarza są jasne i ciepłe. Na pierwszym planie Chimera gra na skrzypcach pastuszkowi, który stoi obok niej jakby zasłuchany w jej grę. Na II planie zauważyć można krajobraz wiejski oraz pasące się gęsi. Chimera na tym obrazie nie wydaje nam się niebezpieczna, jej skrzydła są żółte/złote podniesione do góry. Przypominają trochę skrzydła aniołów.
Kolejny obraz przedstawia samą Chimerę grającą na skrzypcach. Jej uśmiech z jednej strony trochę ironiczny może także przedstawiać radość, uciechę. W tle można zauważyć patrząc od góry: niebo, drzewa, wodę (być może jest to rzeka) oraz łąki i pasące się na nich owce. Sama Chimera siedzi po turecku na kamieniu. Jej skrzydła są wielobarwne. Czarne u nasady zmieniające się w kolor niebieski i zielony oraz biały na końcach.
"Chłopiec i Chimera"
Inne płótno przedstawia stojącą w drzwiach płaczącą kobietę, można nawet twierdzić, że to anioł a nie Chimera, bowiem nie ma ona charakterystycznych dla siebie cech prócz skrzydeł, które są jasne (białe/szare i niebieskie). Kobieta chowa twarz w dłoniach, nad nią jakby na dachu siedzi chłopiec, z ręką wyciągniętą w geście pocieszenia.
"Ondyna – Rybak i Chimera"
Zaskakującym jest następny obraz Malczewskiego „Rybak i Chimera”. Płótno przedstawia człowieka, który powracając znad wody (ma na kiju sieć utkaną z wikliny) spotyka na swej drodze Chimerę. Zastanawia go jej widok, o czym świadczy przybrana przez mężczyznę poza. Sama główna zainteresowana stoi do niego przodem, ni to się korząc, ni to prychając jak rozdrażniony kot. Wydaje mi się też, że pozę bohaterki można uważać, jako uchwyconą w skoku. Jej skrzydła w porównaniu z resztą omówionych przeze mnie obrazów są małe, niczym owadzie, motyle w odcieniach czerni i brązu.
"Zatruta studnia"
„Zatruta studnia” natomiast wydaje się, że przedstawia Chimerę, jako trucicielkę. Trujące mogą być włosy bohaterki, które splecione w warkocz unosi nad wiadrem. Wyjątkowo kobieta przedstawiona na obrazie nie ma skrzydeł. Ma natomiast dwa podłużne czarne pióra wpięte we włosy. Siedzi na ceglanej cembrowinie z lekko poddartym do góry ogonem, (o czym świadczy jego fragment). Na drugim planie obrazu zauważyć można drzewa, rzekę, oraz pola, a nawet okazałe budynki w oddali (prawdopodobnie jest to Wawel z racji tego, że Malczewski pracował w Krakowie oraz mieszkał w pobliżu rzeki i samego Wawelu). 
"Zatruta studnia"
Kolejny obraz przedstawia trzy postaci przy kwadratowej cembrowinie studni. Chimera przygląda się wnętrzu studni, obok pijący starszy mężczyzna widocznie klęka, siedzi, dziewczynka w niebieskim fartuszku z zamyśleniem wpatruje się gdzieś poniżej obrazu, być może we fragment cembrowiny. Skrzydła Chimery niczym skrzydła motyla są koloru brązowego a sam obraz jest utrzymany w ciemnej kolorystyce.
"Wnętrze z Chimerą grającą na gitarze"
Następny obraz przedstawia pokój oraz krzesło, na którym tyłem do obserwatora siedzi Chimera. Na parapecie po prawej stronie rosną kwiaty, pokazany jest także fragment palety malarskiej leżącej tuż obok okna. Chimera jest przedstawiona całkiem inaczej niż dotychczasowo. Ukazana jest, jako delikatna kobieta w zamyśleniu trącająca struny gitary. Przedstawiono ją w dosyć intymnej dla niej chwili.
"Pastuszek i Harpia"
Obraz powyżej co prawda zatytułowany został "Pastuszek i Harpia", ale jak można zauważyć Harpia ma te same cechy co Chimera dlatego pozwoliłam sobie umieścić również i to płótno.

Malowidło przedstawia rozleniwioną postać Harpii leżącej na trawie tuż obok chłopca. Postać kobiety ukazana jest w dosyć nonszalancki sposób. Na drugim planie ukazany jest złoty kolor dojrzałych zbóż, a skrzydła postaci są szare/białe. Sama postać chłopca jest ukazana w ciemnych barwach, jakby niepasujących do ciepłej kolorystyki obrazu.


Po zapoznaniu się z obrazami warto poznać wiersz Rydla.Wiersz był skanowany dlatego wygląda to jak wygląda ;)) Żeby powiększyć, kliknij w tekst :)


Po przeanalizowaniu tekstu Lucjana Rydla można zauważyć most łączący wiersz z dziełami Malczewskiego. Nie jest to natomiast ścisłe połączenie. Poeta jedynie inspirował się obrazami artysty. Trzecia część wiersza wydaje się być ekfrazą syntetyczną do obrazu „Artysta i chimera”. Rydel w wierszu ukazuje przebieg zdarzeń, do których finału doprowadza nas obraz Malczewskiego. 
Mam nadzieję, że moja interpretacja wam sie podobała.

Aha i mam jeszcze jedną informację. Ostatnio zasiliłam szeregi redakcji bloga TeenBar.pl i tamże prowadzić będę dwa działy "Blaszane pudełko" oraz "BabaJagga czyta". Na chwilę obecną ruszył pierwszy dział, gdzie możecie sobie poczytać o moim postrzeganiu naszego kraju. Zapraszam również do lektury innych postów, które są bardzo ciekawe. TeenBar można znależć także na facebooku: https://www.facebook.com/teenbar :)


wtorek, 5 czerwca 2012

bla bla xD


Dobra, wiem, że chwalenie się nie jest zbyt dobre. Ale muszę, muszę to zrobić! Mimo bardzo brzydkiej pogody mam szczęśliwy i słoneczny dzień! Dostałam dziś cztery piątki zaliczeniowe. Co prawda z przedmiotów fakultatywnych, ale satysfakcji z ich posiadania nie odbierze mi nikt! Naprawdę ;D. Asia dziś się ze mnie śmiała nawet z tego powodu, ale co tam. Radość trzeba okazywać i obdarowywać nią innych :). W ogóle zrobiło mi się bardzo miło i szczerze mówiąc nie spodziewałam się, kiedy dr Wysocka powiedziała mi, że życzy sobie takich studentów jak ja, którzy by się tak udzielali na zajęciach i mieli tyle pomysłów. Inna pani dr pochwaliła mnie za świetną jej zdaniem prezentację zaliczeniową. Żyć nie umierać po prostu. Dobra kończę. Jutro czeka mnie dzień sądu, a mianowicie kolokwium z całego w sumie semestru. I jeśli go zaliczę zostaję dopuszczona do egzaminu a jeśli nie to klops. Kampania wrześniowa czeka.
Ściskam was bardzo mocno i słonecznie w ten paskudny i chmurny dzień. Ale moim zdaniem deszcz też ma swój urok (zwłaszcza jak wyjdzie słońce i pokaże się tęcza).

„Bo wiesz… słońce z deszczem wywołuje tęczę!”

I na koniec piosenka, która poprawi wam humor i wywabi z deszczowej deprechy xD

poniedziałek, 4 czerwca 2012

***

Stosik nieobowiązkowych książek do przeczytania rośnie. Naruszam go po sesji (zdanej mam nadzieję). A w owym stosiku znajduje się:

1. Nicholas Sparks - Pamiętnik
2. Terry Prathet - Dywan
3. Terry Prathet - Eryk
4. George R.R. Martin - Gra o tron (wstrzymałam się z czytaniem)
5. Neil Gaiman - Dym i lustra
6. Christopher Paolini - Dziedzictwo t. I
7. Jacek Piekara - Miecz aniołów

środa, 23 maja 2012

Wczoraj, poznym wieczorem

Dziś o białym puchu kilka słów.


Po raz pierwszy w swym kocim życiu Leo odważyła się usiąść bez strachu na moim parapecie. Jest wieczór, więc panuje cisza przetykana odgłosami silników przejeżdżających samochodów oraz szczekającego w oddali psa.

                Leo jest z nami od dokładnie 25 listopada 2011. Mimo tak krótkiego, a zarazem długiego w jej kocim życiu czasu zdążyła wchłonąć w nasz dom i rodzinę.

                Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym ją znalazłam na samym środku ulicy, brudną i wystraszoną. Myślałam, że ma połamane łapki, ale kiedy wzięłam ją ostrożnie na ręce ona automatycznie się w nie wtuliła i zaczęła głośno mruczeć. Pomyślałam wtedy, że skoro ją uratowałam od zabójczych kół samochodów nie mogę jej tak po prostu zostawić. Zaniosłam ją, więc do babcinej stodoły i obiecałam sobie i jej, że po nią wrócę za kilka godzin. Czekała. I to w tym samym miejscu, którym ją zostawiłam. Pamiętam też, że do domu wracałam z sercem na ramieniu. Bałam się tego jak rodzice zareagują na nowego lokatora. Moje obawy na szczęście były bezpodstawne, bo Leo od pierwszego spojrzenia swymi zielonymi oczyma podbiła serca wszystkich domowników. Mama nawet nazwała ją pieszczotliwie „kostropyrzem” od futerka sterczącego na wszystkie strony.

Można powiedzieć, że wybrałyśmy się wzajemnie. To mi najbardziej ufa, do mnie garnie się i kokosi na kolanach. Wybiega mi zawsze na powitanie, łasi się do mnie do momentu, kiedy wezmę ją na ręce i przytulę. Jest wesoła. Lubi się bawić i brykać po podwórku, łapać motyle, ścigać się na schodach i grać, w „kto pierwszy przy drzwiach”. Kiedy się we mnie wtula zaczyna mruczeć jak stary silnik ciągnika rolniczego. Gdy do niej mówię patrzy na mnie ze zrozumieniem, ironią czy ciekawością. Uśmiecha się, kiedy drapię ją pod brodą lub za uchem. Piotr śmieje się, że zyskałam dwa zwierzęta w jednym, bo Leo chodzi za mną krok w krok jak pies. To wyjątkowy kot, odmienny swoją odmiennością. Kipi z niej energia i poniekąd trochę szaleństwa, a jej miny i zachowania rozczulają nawet najtwardsze serca. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że wszystkie koty nie przywiązują się do ludzi. Nie przypadku Leo. Ona od początku naszej znajomości jest mi wdzięczna za to, że zabrałam ją z sobą i okazuje mi to.

                Gdy tak siedzi w otwartym oknie zastanawiam się, o czym myśli, na co patrzy swoimi bystrymi oczami. Wydaje mi się taka majestatyczna, wyprostowana wygląda całkowicie jak porcelanowa figurka. Po chwili jednak jakby wyrwana z zamyślenia zeskakuje z parapetu wprost na moje kolana a jej biały puch jest wszędzie.

poniedziałek, 21 maja 2012

Wygrzebane z blaszanego pudełka


Czasami leżąc w ciemności do głowy przychodzą różne rzeczy… Myślisz ciągle o czymś, a tak naprawdę nie wiesz, o czym. Krążą po głowie… niby nitki, kłębki, strzępy. Nie wiesz czy to dobrze czy źle. Chcesz zasnąć, ale nie możesz, bo nie dają Ci spać.


Życie jest takie niepoukładane. Dziwne. Szare a zarazem kolorowe. Mimo, że planujesz swoje dni nie wiesz tak naprawdę, czego możesz się spodziewać po wstającym słońcu. To tak jakbyś szedł ciemną ulicą bez oświetlenia. Nie spodziewasz się niczego, podziwiasz niebo i nagle zza rogu wyskoczyłoby COŚ niespodziewanego. To się nazywa niespodziankami od losu. Właściwie to nawet nie musi być ciemno, może być jasny i piękny dzień. A ty delektując się nim nie zauważasz jak spada na ciebie fortepian zmartwień grający na twych nerwach, uczuciach i tkwiący w głowie niczym wielki nierozwiązalny supeł. Chwila nieuwagi i potykasz się o wystającą płytkę chodnikową. A fala przechodniów nie pozwala Ci wstać, mija Cię obojętnie. Jesteś a tak naprawdę Cię nie ma. Jedna jednostka to znaczy tak wiele a zarazem nic.


I właśnie takie myśli egzystencjalne kołaczą w głowie człowieka leżącego samotnie w nocy. W środku nocy. Ale przynajmniej ten człowiek może się podziwiać nocny trel ptaków i zastanawiać, czym Jutro go zaskoczy.
_________________________________________________________


W ramach takiej pięknej pogody dorzucam Piosenkę Goombay Dance Band - Sun Of Jamaica :)









Ps. W najbliższych dniach pojawi się recenzja Nocy w Rodanthe Nicholasa Sparksa. :)



wtorek, 8 maja 2012

:)

Tak wyglądam ja i mój kot kiedy próbuję pracować przed komputerem. Taka współpraca nie należy do łatwych ale miłość do mojego zwierzaka rekompensuje wszystko... no, może prawie wszystko ;) Gif znaleziony  na kwejku przez Piotrka :*


***

Bajki Emila spotkały się z Waszym wielkim entuzjazmem. To bardzo miłe :) dlatego przygotował on kolejną: Nieśmiałość. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak jak mi :) 



Nieśmiałość
Biegał pewien chłopak za dziewczyną młodą,
Poruszony wdziękiem owej oraz jej urodą,
Nieśmiałość jednak, to domena wielu,
Ostatni raz ją ujrzał na własnym jej weselu.



Na blogu pojawiło się również kilka zmian i nowości. Mianowicie zmieniłam zdjęcie pod nazwą bloga, które jest zbliżone kolorystycznie do szablonu (zdjęcie i obiekt fotografowany należą do mnie) oraz czcionkę (mam nadzieję, że jest czytelna i w miarę przejrzysta). Po prawej stronie, pod Popularnymi postami umieściłam etykiety porządkujące tematycznie wszystkie wpisy zamieszczone na blogu. Teraz możecie łatwo znaleźć interesujący Was tekst. Jeśli macie jakieś uwagi, wskazówki piszcie na mój e-mail: kotwpaski@onet.eu .

poniedziałek, 7 maja 2012

Czytamy, czytamy...


Gorący i najdłuższy weekend tego roku trwający aż, a może tylko 9 dni niestety albo stety, (bo się rozleniwiliśmy) minął. Przynajmniej nie jest bardzo żal, bo pogoda brzydka. Czas powrócić do rzeczywistości, dlatego dziś postanowiłam zajrzeć do mojej miejscowej świątyni słowa pisanego, jakim jest biblioteka. A biblioteka to prawdziwy dobrobyt. Oczywiście taka, która jest bardzo dobrze zaopatrzona :). Zawsze wracam do niej z sentymentem, bo na dziale dziecięcym większość książek (polecam rewelacyjnych autorów, których publikacje można z powodzeniem kupować dzieciom i młodzieży: Astrid Lindgren, Edward Niziurski, Małgorzata Musierowicz, Dorota Terakowska, Ewa Nowak, Hanna Ożogowska, Roberta Muchamore) przeszło przez moje oczy i ręce. Nauka w nich zawarta, charaktery bohaterów, ich problemy i przygody ukształtowały mnie i uwydatniły moje spojrzenie na świat.
Czasami lubię sobie wrócić do książki czytanej przed laty. Porównuję sobie moje odczucia, czasami wyciągam więcej z nich wniosków. Bez wstydu sięgam po pozycje z działu dla dzieci, wszak w każdym z nas jest jeszcze odrobina z dziecka. Zawsze też będę pamiętać jak mama chowała mi książki bo nikt i nic nie było w stanie mnie oderwać od czytania a uczyć się przecież też trzeba ;).

Do niektórych książek po prostu trzeba dojrzeć. Dlatego dziś wypożyczyłam sobie pierwszy i drugi tom z serii przygód Tomka Wilmowskiego, autorstwa Alfreda Szklarskiego. Hit dzieciństwa większości polaków. Na mojej liście jeszcze nieodfajkowany. Ale to tylko kwestia czasu.

A wracając do biblioteki: szczerze mówiąc byłam trochę zdziwiona, bo dziś było nad wyraz dużo osób. Nabyłam kilka fajnych mam nadzieję tytułów. Między innymi bardzo popularną Grę o tron Georga R. R. Martina, Noce w Rodanthe Nicholasa Sparksa (trwam w postanowieniu, że przeczytam WSZYSTKO co napisał), Dziewczynka w zielonym sweterku  - w ciemności Krystyny Chiger i Daniela Paisnera (książka opisująca historię ocalenia Krystyny Chiger opowiedziana w filmie Agnieszki Holland W ciemności) oraz z działu dziecięcego (a jakże!) Niebieskie nitki autorki, której jeszcze nie znam Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Ojj będzie, co recenzować a i sesja egzaminacyjna wisi w powietrzu.

No, nic dam radę. Zawsze daję.

Ps. Przy Chłopcach z Placu Broni zawsze płaczę.


wtorek, 1 maja 2012

Maturalnie


Już w ten piątek pierwsza matura, matura z języka polskiego. Z tej okazji wystosowałam odpowiednią notkę ;D.

Mimo, że jej (matury) nie piszę, bo mam już te chwile za sobą to jednak się denerwuję. Może, dlatego, że przypomina mi się mój „wielki dzień zagłady i sądu”, z którego pamiętam jedynie tyle, że miałam 13 długopisów i pióro, (którym w sumie napisałam wszystkie matury) i że po rozszerzonym polskim byłam tak wypruta z wiadomości i emocji, że nie docierało do mnie to, co do mnie się mówiło i marzyłam o pójściu pod zimny prysznic i do łóżka (tegoroczni maturzyści maja luksus, bo rozszerzony polski piszą innego dnia). Ledwo się wtedy dowlokłam do domu. Denerwuję się też, bo egzaminy maturalne zdają moi licealni przyjaciele (mat-fiz rlz!). Dacie radę jestem przekonana. 

Jeśli chodzi o samą maturę to moje zdanie na ten temat zmieniło się o 180 stopni. Kiedy do niej podchodziłam to świat mi się kończył, horror przeżywałam i katusze. Bałam się strasznie, ale zacisnęłam zęby i jakoś poszło. Poślizgnęłam się na matmie, ale to nie dziwota skoro z matmy zawsze byłam noga i miałam wiele zaległości. Ale poprawka zdana. Z bólem serca i przytyciem, ale zdana. I na studia się dostałam i nie zajęłam nawet ostatniego miejsca na liście rekrutacyjnej. I doszłam do wniosku: po co mi to było? Te nerwy i stres? Co Cię nie zabije to Cię wzmocni i zrozumiesz, że nie wszystko wygląda z każdej strony tak samo. A matura nie warta jest tylu nerwów. Ale co ja będę cwaniaczyć jak mam to za sobą, nie? :D 

Kończąc optymistycznie: moi kochani, daję wam porządnego kopa w tyłek na szczęście, niech wam arkusze sprzyjają a ściągi wspomagają. Życzę wam spokoju i opanowania i żeby stres was nie pozjadał. Wykorzystajcie czas do maksimum (to się przydaje, bo w ostatniej chwili może wam się coś przypomnieć) i przemyślcie 100 razy swoją odpowiedź (zwłaszcza z matmy humaniści).


A później czeka was sesja na Zaporożu! :D Tego wam życzę :):):)




wtorek, 24 kwietnia 2012

:3


Miałam napisać kilka słów o sensie przyjaźni i znajomości, ale stwierdziłam, że urażę tym zbyt wielu ludzi, którzy nie zrozumieją do końca tego, co chciałabym przekazać. Poza tym stwierdzą, że się ich czepiam a moje słowa wyrażone w sposób ogólny są skierowane do nich. Więc sobie odpuszczę. Żyjcie więc w nieświadomości ]:->

****

Kiedy kobieta z kompleksami osiąga pełnię szczęścia?
  1. Kiedy inni (starsi wiekiem) zaczynają liczyć się z jej zdaniem.
  2. Kiedy inni (starsi wiekiem i doświadczeniem, dla których było się zawsze głowniarzem)zaczynają zauważać Twoją dużą wiedzę w jakimś temacie.
  3. Kiedy już zauważą tę wiedzę to ją także doceniają.
  4. Chwalą za piękny wygląd.
  5. Prawią komplementy nie dla tego, że wypada tylko myślą tak naprawdę.
  6. Kiedy inni (starsi bla, bla, bla) stosują się do Twoich rad.

Nie wiesz ile to potrwa, dlatego chwilo trwaj!


poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Swiatowy dzien ksiazki


Marny ze mnie czytelnik skoro dziś się dowiedziałam, że 23 kwietnia to światowy dzień książki i praw autorskich. Ale lepiej późno niż wcale prawda? Na swoje wytłumaczenie mogę jedynie powiedzieć, że nie przykładam wagi to takich świąt i dni.

Jest to doroczne święto organizowane przez UNESCO w celu promocji czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich.

Dzień ten po raz pierwszy obchodzono w 1995 roku. Data 23 kwietnia została wybrana została, jako symboliczna dla literatury światowej. W tym dniu w roku 1616 zmarli Miguel de Cervantes, William Shakespeare i historyk peruwiański Inca Garcilaso de la Vega, (przy czym datę śmierci Shakespeare’a podaje się według kalendarza juliańskiego, a pozostałych dwóch – według gregoriańskiego). Czytamy na Wikipedii.

Można powiedzieć, że ja uczciłam ten dzień w taki sposób, że zrobiłam porządek na półkach z książkami i skończyłam czytać Anioła Stróża Nicholasa Sparksa (wieczorem pewnie napiszę recenzję póki emocje są jeszcze świeże).



Regionalizm


W sumie od niedawna zaczęto promować nasze polskie motywy ludowe. Nie wiem czy to dzięki nadchodzącemu Euro, czy naszemu przewodnictwu w UE, czy popularnemu programowi telewizyjnemu „Kocham Cię Polsko”. Nie ważne kto za tym stoi. Ważne jest to, że to co polskie jest promowane. W KOŃCU.
 Wzory wycinanek kurpiowskich, czy łowickich pojawiają się dosłownie wszędzie: na torbach, koszulkach, kubkach itd. Powiem wam, że mamy naprawdę czym się pochwalić i co promować. Bo to są rzeczy niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Istnieją nawet strony internetowe gdzie można znaleźć różne ciekawe artykuły z nadrukami folkowych wycinanek. Sama nabyłam sobie ekotorbę i to na pewno nie będzie mój jedyny „ludowy” zakup. Doceniajmy to co mamy, to co jest naszym znakiem rozpoznawczym w świecie. Meksykanie mają poncho, tequilę, sombrera i marakasy, Niemcy – bawarki, piwo i jodłowanie, Francuzi – Wierze Eiffla, wino i bagietki, Włosi – pizzę, makaron i gondole w Wenecji.  A my? My mamy krakowiaka, polkę, chodzonego, piękne stroje ludowe, pająki ze słomy i bibuły, miody pitne, mamy charakterystyczny dźwięk skrzypek górali i ich piękne głosy, mamy działający od wielu pokoleń zespół Mazowsze... mamy tyle, TYLE dobra i nie doceniamy go. A szkoda, bo warto. 






piątek, 20 kwietnia 2012

Zapowiedz recenzji :)

Kochani w nocy nie mogłam zasnąć i postanowiłam napisać recenzję. Już od dawna przymierzam się do tego, a ta jest moja pierwsza. Korzystając więc z napływu słów wysmarowałam 3 strony A4 :D Muszę jeszcze ogarnąć te moje wypociny w zgrzebny artykulik i mam nadzieję, że wam się spodoba i będziecie chcieli więcej. Recenzję wrzucę pewnie jutro albo w niedzielę, to wszystko zależy od tego jaka będzie pogoda, bo dziś zapowiada się C U D O W N A!!! Więc już nie przedłużam, lecę na zajęcia.

A oto książka, którą zrecenzowałam:

Jacek Komuda - Wilcze gniazdo