Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blaszane pudełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blaszane pudełko. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 czerwca 2012

Polka jestem.

Kiedy byłam małą dziewczynką z całą moją naiwnością i ufnością do wszystkiego świat wydawał mi się bardziej kolorowy. Działo się tak, dlatego, że nie rozumiałam wielu rzeczy. Teraz też wielu nie rozumiem ale bardziej z punktu egzystencjalnego niż braku informacji. 

I wiecie, oglądając filmy historyczne, czytając takie książki czy po prostu przebywając na lekcjach historii myślałam sobie zawsze jak nasz kraj był kiedyś potężny. Ale przestał. Dobra passa się skończyła. Jedni zdradzili drugich i Polacy zaczęli zwalać winę swych niepowodzeń na innych. A to wina komunistów, a to wina Niemców, a to wina Żydów. NIKT z nas nie przyzna się „tak to moja wina, ja zawiniłem/zawiniłam” tylko zwali winę na innych bo tak jest prościej.

Nie jestem za żadną partią polityczną i nigdy nie byłam. Uważam, że ich postulaty są takie same i nawet jak bardzo by mnie przekonywali i korcili ja i tak im nie uwierzę. Na obietnicach zawsze się kończy. Dlaczego podatek VAT się podnosi, wiek emerytalny też, pracy nie ma, polikwidowane zostały państwowe szkoły zawodowe, gdzie wszyscy idą do liceum bądź technikum (obniża się renoma szkół średnich) , nie zdają matury (co za tym idzie obniża się także jakość arukszy maturalnych i renoma samego egzaminu), a jak ją zdadzą to bardzo słabo. Później idą na studia (gdzie uczelnie prześcigają się w wymyślaniu co nowszych kierunków ze złudną przyszłością), gdzie z marnymi ocenami prześlizgują się z semestru na semestr, bronią dyplom i wyjeżdżają za granicę za chlebem bo ich własne państwo nie jest w stanie dać im pracy.

Szczerze mówiąc boję się tu mieszkać. Boję się wychowywać w przyszłości swoje dzieci. I ja jako 20 letni obywatel tego kraju płaczę nad nami wszystkimi. Bo sami do tego doprowadziliśmy naszymi błędnymi wyborami. Bo każdy wybór trzeba przemyśleć, skonsultować. Nie działać impulsywnie. My tacy nie jesteśmy. Nas pali wieczna gorączka posiadania. Bo sąsiad za płotem ma nowy samochód to ja też musze choć mnie nie stać itd.  Zastanówmy się. Nad sobą. Nad nami. Nad tym. Szczególnie zwracam się do młodych ludzi: możemy wiele zmienić. Naprawdę. Tylko musimy znaleźć w sobie tą siłę. Jeszcze może być lepiej, tylko trzeba do tego dążyć.

Do myślenia powinny nam wszystkim dać słowa Kochanowskiego, które umieścił w Pieśni o spustoszeniu Podola:

Wieczna sromota i nienagrodzona
Szkoda, Polaku! Ziemia spustoszona
Podolska leży, a pohaniec sprosny,
Nad Niestrem siedząc, dzieli łup żałosny!

Niewierny Turczyn psy zapuścił swoje,
Którzy zagnali piękne łanie twoje
Z dziećmi pospołu, a nie masz nadzieje,
By kiedy miały nawiedzić swe knieje.

Jedny za Dunaj Turkom zaprzedano,
Drugie do hordy dalekiej zagnano;
Córy szlacheckie (żal się mocny Boże!)
Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże.

Zbójce, niestety, zbójce nas wojują,
Którzy ani miast, ani wsi budują,
Pod kotarzami tylko w polach siedzą,
A nas nierządne, ach, nierządne, jedzą.

Tak odbieżałe stado więc drapają
Rozbojce wilcy, gdy po woli mają,
Że ani pasterz nad owcami chodzi,
Ani ostrożnych psów za sobą wodzi.

Jakiego serca Turkowi dodamy,
Jesli tak lekkim ludziom nie zdołamy?
Ledwieć nam i tak króla nie podawa;
Kto sie przypatrzy, mała nie dostawa.

Zetrzy sen z oczu, a czuj w czas o sobie,
Cny Lachu! Kto wie, jemu czyli tobie
Szczęście chce służyć? A dokąd wyroku
Mars nie uczyni, nie ustępuj kroku!

A teraz k temu obróć myśli swoje,
Jakobyć szkody nieprzyjaciel twoje
Krwią swą nagrodził i omył tę zmazę,
Którą dziś niesiesz prze swej ziemie skazę.

Wsiadamy? Czy nas półmiski trzymają?
Biedne półmiski, czego te czekają?
To pan, i jadać na śrebrze godniejszy,
Komu żelazny Mars będzie chętniejszy.

Skujmy talerze na talery, skujmy,
A żołnierzowi pieniądze gotujmy!
Inszy to darmo po drogach miotali,
A my nie damy, bychmy w cale trwali?

Dajmy; a naprzód dajmy! Sami siebie
Ku gwałtowniejszej chowajmy potrzebie.
Tarczej niż piersi pierwej nastawiają,
Pozno puklerza przebici macają.

Cieszy mię ten rym: "Polak mądr po szkodzie";
Lecz jesli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
Wiersz może stary, zawierający archaizmy. Ale jaki ponadczasowy.
I wiecie jeszcze jedna sprawa:
Bardzo spodobała mi się postawa nowo wybranego prezydenta Francji, Francoisa Hollandego, który jeszcze dobrze nie przeniósł gratów do Pałacu Elizejskiego a już obniżył diety sobie, radzie ministrów i posłom. Obniżył także wiek emerytalny, gdzie w innych państwach Unii jest podwyższany. Można? Można.

czwartek, 14 czerwca 2012

Wolność

Kiedyś pisałam sobie takie hmm niby coś w rodzaju opowiadań, wyobrażeń. Nie wiem jak to określić. Nie mniej jednak znalazłam te teksty na dysku komputera. Nie jest ich za wiele, ale prezentują sobą... no właśnie, co prezentują? Chciałabym się nimi z Wami podzielić i poznać Wasze zdanie. Dziś pokażę Wam tekst o wolności, której tak bardzo czasem nam brakuje w codziennym życiu. Otwórzcie oczy wyobraźni gdy będziecie czytać.Wtedy, wydaje mi się, w pełni "odczujecie" ten tekst. Oprócz tego zapraszam Was na TeenBar.pl gdzie znajdziecie moje klik oraz inne ciekawe artykuły.


Czasami chcesz zniknąć. Poderwać skrzydła do lotu niczym ptak. Odlecieć. Ale czujesz, że Cię coś przytrzymuje na ziemi. Brak opierzonych skrzydeł? A może lęk przed wysokością? Albo obawa przed drapieżnikami czyhającymi na Twój jeden zły, nieporadny ruch. Boisz się. Usiłujesz pokonać w sobie lęk. Stajesz na krawędzi gniazda, wahasz się i cofasz. Potem znów. Niezdecydowanie patrzysz w dół. Zastanawiasz się czy spadniesz, czy ulecisz w górę. Myślisz, życie ma się tylko jedno, więc dlaczego mam je od razu stracić? Czas mija…. Wsłuchujesz się w ciszę. Trzeźwo myślisz wdychając rześkie powietrze i decydujesz się. Stajesz na krawędzi i rzucasz się w dół. Pikujesz spadając do ziemi, ale zaraz przy jej powierzchni podrywasz się w górę. „Udało się!” – Krzyczysz. W twoich żyłach płynie ekstaza radości. „Ja żyję!” Chcesz by cały świat Cię słyszał. Lecisz nad polami z dojrzewającymi kłosami żyta i pszenicy, a twój cień podąża w dole za tobą. „Jestem wolny” – wzdychasz. Jak pięknie jest być wolnym! Mijasz łąki i pastwiska gdzie pasą się owce, bydło i spłoszone konie, które jakiś czas gonią twój cień. Mijasz pasterzy grających na trzcinowych fujarkach i drewnianych flecikach, radosną, słodką melodię pełną uśmiechu i szczęścia. Wolności. Chcesz krzyczeć razem z ta niebiańską nutą szemrzących strumyków, nimf i driad granych przez proste instrumenty. Mijasz lasy. Ciemny zielony bór i zapach żywicy kontrastuje z błękitem słonecznego nieba. Mijasz wrzosowisko z daleka widzisz jak jedzie brukowaną drogą niknącą wśród roślin czarny hebanowy powóz śpieszący gdzieś przed siebie. Zastanawiasz się gdzie jedzie. „A może mała wycieczka?” – Kusi sumienie. Przysiadasz na lekko spiczastym dachu i składasz skrzydła. Wcale nie czujesz zmęczenia. Czujesz się jak nowo narodzony. Jest ci tak błogo. Miarowy stukot końskich kopyt o bruk przerywa ciszę i wprawia cię w drzemkę a potem w mocny, zdrowy sen.

środa, 23 maja 2012

Wczoraj, poznym wieczorem

Dziś o białym puchu kilka słów.


Po raz pierwszy w swym kocim życiu Leo odważyła się usiąść bez strachu na moim parapecie. Jest wieczór, więc panuje cisza przetykana odgłosami silników przejeżdżających samochodów oraz szczekającego w oddali psa.

                Leo jest z nami od dokładnie 25 listopada 2011. Mimo tak krótkiego, a zarazem długiego w jej kocim życiu czasu zdążyła wchłonąć w nasz dom i rodzinę.

                Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym ją znalazłam na samym środku ulicy, brudną i wystraszoną. Myślałam, że ma połamane łapki, ale kiedy wzięłam ją ostrożnie na ręce ona automatycznie się w nie wtuliła i zaczęła głośno mruczeć. Pomyślałam wtedy, że skoro ją uratowałam od zabójczych kół samochodów nie mogę jej tak po prostu zostawić. Zaniosłam ją, więc do babcinej stodoły i obiecałam sobie i jej, że po nią wrócę za kilka godzin. Czekała. I to w tym samym miejscu, którym ją zostawiłam. Pamiętam też, że do domu wracałam z sercem na ramieniu. Bałam się tego jak rodzice zareagują na nowego lokatora. Moje obawy na szczęście były bezpodstawne, bo Leo od pierwszego spojrzenia swymi zielonymi oczyma podbiła serca wszystkich domowników. Mama nawet nazwała ją pieszczotliwie „kostropyrzem” od futerka sterczącego na wszystkie strony.

Można powiedzieć, że wybrałyśmy się wzajemnie. To mi najbardziej ufa, do mnie garnie się i kokosi na kolanach. Wybiega mi zawsze na powitanie, łasi się do mnie do momentu, kiedy wezmę ją na ręce i przytulę. Jest wesoła. Lubi się bawić i brykać po podwórku, łapać motyle, ścigać się na schodach i grać, w „kto pierwszy przy drzwiach”. Kiedy się we mnie wtula zaczyna mruczeć jak stary silnik ciągnika rolniczego. Gdy do niej mówię patrzy na mnie ze zrozumieniem, ironią czy ciekawością. Uśmiecha się, kiedy drapię ją pod brodą lub za uchem. Piotr śmieje się, że zyskałam dwa zwierzęta w jednym, bo Leo chodzi za mną krok w krok jak pies. To wyjątkowy kot, odmienny swoją odmiennością. Kipi z niej energia i poniekąd trochę szaleństwa, a jej miny i zachowania rozczulają nawet najtwardsze serca. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że wszystkie koty nie przywiązują się do ludzi. Nie przypadku Leo. Ona od początku naszej znajomości jest mi wdzięczna za to, że zabrałam ją z sobą i okazuje mi to.

                Gdy tak siedzi w otwartym oknie zastanawiam się, o czym myśli, na co patrzy swoimi bystrymi oczami. Wydaje mi się taka majestatyczna, wyprostowana wygląda całkowicie jak porcelanowa figurka. Po chwili jednak jakby wyrwana z zamyślenia zeskakuje z parapetu wprost na moje kolana a jej biały puch jest wszędzie.

poniedziałek, 21 maja 2012

Wygrzebane z blaszanego pudełka


Czasami leżąc w ciemności do głowy przychodzą różne rzeczy… Myślisz ciągle o czymś, a tak naprawdę nie wiesz, o czym. Krążą po głowie… niby nitki, kłębki, strzępy. Nie wiesz czy to dobrze czy źle. Chcesz zasnąć, ale nie możesz, bo nie dają Ci spać.


Życie jest takie niepoukładane. Dziwne. Szare a zarazem kolorowe. Mimo, że planujesz swoje dni nie wiesz tak naprawdę, czego możesz się spodziewać po wstającym słońcu. To tak jakbyś szedł ciemną ulicą bez oświetlenia. Nie spodziewasz się niczego, podziwiasz niebo i nagle zza rogu wyskoczyłoby COŚ niespodziewanego. To się nazywa niespodziankami od losu. Właściwie to nawet nie musi być ciemno, może być jasny i piękny dzień. A ty delektując się nim nie zauważasz jak spada na ciebie fortepian zmartwień grający na twych nerwach, uczuciach i tkwiący w głowie niczym wielki nierozwiązalny supeł. Chwila nieuwagi i potykasz się o wystającą płytkę chodnikową. A fala przechodniów nie pozwala Ci wstać, mija Cię obojętnie. Jesteś a tak naprawdę Cię nie ma. Jedna jednostka to znaczy tak wiele a zarazem nic.


I właśnie takie myśli egzystencjalne kołaczą w głowie człowieka leżącego samotnie w nocy. W środku nocy. Ale przynajmniej ten człowiek może się podziwiać nocny trel ptaków i zastanawiać, czym Jutro go zaskoczy.
_________________________________________________________


W ramach takiej pięknej pogody dorzucam Piosenkę Goombay Dance Band - Sun Of Jamaica :)









Ps. W najbliższych dniach pojawi się recenzja Nocy w Rodanthe Nicholasa Sparksa. :)